czwartek, 8 października 2009

Smród, brud i ubóstwo

Segerea i inne biedne, niekomercyjne, nie wystawiane na widok białych inwestorów i turystów dzielnice, są potwornie brudne. Właściwie poza ścisłym hotelowo biurowym centrum nie ma ulicy, po której nie walałyby się strzępy plastikowych toreb, papierów, wszędzie zalegają sterty plastikowych butelek i innych śmieci, od standardowych odpadków po zepsute maszyny i pojazdy. Na jednej z ulic Segerea, między domem a sklepem, na normalnej, handlowo-mieszkalnej ulicy, w odległości kilku metrów od drogi, stoi rdzewiejący wrak ciężarówki. Na nim, niczym chorągiewki i ozdoby choinkowe, powiewają fragmenty foliowych torebek przyniesione przez wiatr.

To właśnie wiatr spełnia w Segerea rolę jedynego organizatora składowania odpadków. Wypełnia lżejszymi śmieciami zagłebienia terenu, ozdabia nimi rdzewiejący złom, upycha je w różnych zagłębieniach i zakamarkach, a chwilę później, dla odmiany, przy silniejszym podmuchu, podnosi wszystkie foliówki ponad dachy jednopiętrowych domków, by szybowały niczym ptaki nad całą dzielnicą.

Po stertach śmieci drepcą zwierzaki. Kozy, krowy, kury, psy, koty (te ostatnie dokładnie takie same jak u nas!), gęsi, a nawet perliczki. Chyba tylko świnie nie biegają samopas po ulicach. Cała reszta, w zależności od pozycji w łańcuchu pokarmowym, szuka pośród śmieci odpowiednich kąsków dla siebie. Niektóre zwierzaczki mają swoje ulubione miejsca (kozy upodobały sobie cmentarz, kury lubią pełne foliówek dziury w ziemi), inne są mniej wybredne i przemierzają całą Segereę w poszukiwaniu czegoś smacznego dla siebie.

A propos cmentarza: śmierdzi od niego okrutnie. Nieogrodzony skrawek ziemi pełen kafelkowych grobów. Z początku myśleliśmy, że to śmieci tak śmierdzą, ale... Chyba jednak jest to smród zbyt płytko pochowanych trupków. Już niedługo wybieramy się tam z aparatem. Jeśli zmarłym nie przeszkadzają krowy pożywiające się wieńcami z ich grobów, to dwójka wazungu (białasów) robiących zdjęcia też ich chyba nadmiernie nie zbulwersują.

Ale smród z jednego małego cmetarza nie jest problemem tak poważnym jak wszechobecny smród palonego plastiku. Brak zorganizowanego systemu utylizacji odpadów zmusza mieszkańców do palenia śmieci. W ogródkach, z tyłu domów, wszędzie unoszą się toksyczne chmury. Gdzie się da, tam odpady są zakopywane, ale mało kto ma na swojej ziemi miejsce na to luksusowe rozwiązanie. Trzeci świat ma problem. Wielki, śmierdzący problem swoich własnych śmieci.

Jak my odnajdujemy się w tym wszystkim? No cóż. Nie czuję się zbyt dobrze podpalając foliową torbę ze śmieciami z własnego domu. W Poznaniu starannie segregowaliśmy surowce wtórne. Plastik do plastiku, szkło do szkła, papier na makulaturę, w naszym mieszkaniu na Jeżycach brakowało tylko pojemnika na kompost. Wtedy chyba nic nie trafiałoby do zbiorczego pojemnika na śmieci. Co tu zrobić? Może jakąś świnię albo kozę kupić? Zżarłaby wszystkie jadalne odpady i zostałyby tylko... Papier i plastik do spalenia. Połówki plastikowych butelek przerabiam na doniczki. A co z resztą? Jakieś sugestie? Zapraszam do komentarzy.

smród, brud i ubóstwo

Segerea i inne biedne, niekomercyjne, nie wystawiane na widok białych inwestorów i turystów dzielnice, są potwornie brudne. Właściwie poza ścisłym hotelowo biurowym centrum nie ma ulicy, po której nie walałyby się strzępy plastikowych toreb, papierów, wszędzie zalegają sterty plastikowych butelek i innych śmieci, od standardowych odpadków po zepsute maszyny i pojazdy. Na jednej z ulic Segerea, między domem a sklepem, na normalnej, handlowo-mieszkalnej ulicy, w odległości kilku metrów od drogi, stoi rdzewiejący wrak ciężarówki. Na nim, niczym chorągiewki i ozdoby choinkowe, powiewają fragmenty foliowych torebek przyniesione przez wiatr.

To właśnie wiatr spełnia w Segerea rolę jedynego organizatora składowania odpadków. Wypełnia lżejszymi śmieciami zagłebienia terenu, ozdabia nimi rdzewiejący złom, upycha je w różnych zagłębieniach i zakamarkach, a chwilę później, dla odmiany, przy silniejszym podmuchu, podnosi wszystkie foliówki ponad dachy jednopiętrowych domków, by szybowały niczym ptaki nad całą dzielnicą.

Po stertach śmieci drepcą zwierzaki. Kozy, krowy, kury, psy, koty (te ostatnie dokładnie takie same jak u nas!), gęsi, a nawet perliczki. Chyba tylko świnie nie biegają samopas po ulicach. Cała reszta, w zależności od pozycji w łańcuchu pokarmowym, szuka pośród śmieci odpowiednich kąsków dla siebie. Niektóre zwierzaczki mają swoje ulubione miejsca (kozy upodobały sobie cmentarz, kury lubią pełne foliówek dziury w ziemi), inne są mniej wybredne i przemierzają całą Segereę w poszukiwaniu czegoś smacznego dla siebie.

A propos cmentarza: śmierdzi od niego okrutnie. Nieogrodzony skrawek ziemi pełen kafelkowych grobów. Z początku myśleliśmy, że to śmieci tak śmierdzą, ale... Chyba jednak jest to smród zbyt płytko pochowanych trupków. Już niedługo wybieramy się tam z aparatem. Jeśli zmarłym nie przeszkadzają krowy pożywiające się wieńcami z ich grobów, to dwójka wazungu (białasów) robiących zdjęcia też ich chyba nadmiernie nie zbulwersują.

Ale smród z jednego małego cmetarza nie jest problemem tak poważnym jak wszechobecny smród palonego plastiku. Brak zorganizowanego systemu utylizacji odpadów zmusza mieszkańców do palenia śmieci. W ogródkach, z tyłu domów, wszędzie unoszą się toksyczne chmury. Gdzie się da, tam odpady są zakopywane, ale mało kto ma na swojej ziemi miejsce na to luksusowe rozwiązanie. Trzeci świat ma problem. Wielki, śmierdzący problem swoich własnych śmieci.

Jak my odnajdujemy się w tym wszystkim? No cóż. Nie czuję się zbyt dobrze podpalając foliową torbę ze śmieciami z własnego domu. W Poznaniu starannie segregowaliśmy surowce wtórne. Plastik do plastiku, szkło do szkła, papier na makulaturę, w naszym mieszkaniu na Jeżycach brakowało tylko pojemnika na kompost. Wtedy chyba nic nie trafiałoby do zbiorczego pojemnika na śmieci. Co tu zrobić? Może jakąś świnię albo kozę kupić? Zżarłaby wszystkie jadalne odpady i zostałyby tylko... Papier i plastik do spalenia. Połówki plastikowych butelek przerabiam na doniczki. A co z resztą? Jakieś sugestie? Zapraszam do komentarzy.


ogromny grób dwumiesięcznego dziecka



biały i niebieski są niezwykle modne na tutejszych cmentarzach

0 komentarze: