Spokojnie rozkoszujemy się kolacją, a właściwie spóźnionym obiadem, z okazji pierwszej komunii córki pana Mtengi. Kierowca miał przyjechać o 14.30, przybył lekko spóźniony, o 16, norma. W dużym, parterowym domu, wraz z czwórką sióstr misjonarek w białych strojach, dwójką księży i panem Mtengą jemy, żartujemy, rozmawiamy o egzaminach jego syna, szkole, w której pracujemy (Mtenga oddał jej spory kawał ziemi, na którym teraz znajduje się budynek i boisko Centrum Edukacyjnego i znacznie zasila całe przedsięwzięcie finansowo). Siedzimy w pokoju gościnnym, gdzie na miękkich kanapach i fotelach jest miejsce dla 14 osób. Jego rodzina bawi się w ogrodzie. Wszyscy jedzą pieczonego kurczaka, pilau z pysznie przyprawionym mięsem, jeszcze jeden rodzaj ryżu, pieczone ziemniaki i banany, sos z grochem, wszystko popijane tanzańskim piwem, winem, sokami z egzotycznych owoców…
Ta kolacja jest niczym metafora naszego pobytu tutaj: w radosnej atmosferze egzotycznej sielanki czerpiemy z afrykańskiego rogu obfitości smaków, zapachów, kolorów, dźwięków, słońca, wrażeń. Zupełnie zapominamy, że jesteśmy w Trzecim Świecie. Ale gdzieś z tyłu głowy tli się pewien niepokój, który niczym komar malaryczny nad uchem brzęczy i nie daje spokojnie spać. Dzisiaj, po raz pierwszy od naszego przyjazdu do Dar, cały dzień nie było prądu. Dwugodzinne przerwy w dostawie energii to tutaj raczej norma i zdążyliśmy się do nich przyzwyczaić, ale w związku z panującą w Tanzanii suszą (większość energii pochodzi z elektrowni wodnych) ma być coraz gorzej, z klęską głodu włącznie, choć do tego jeszcze daleko. Posta, który właśnie czytasz, napisałem w zeszycie, przy świetle świec i czołowej latarki. Laptop siadł w ciągu dnia. Prądu nie ma od około 9-10 rano. Mają włączyć koło 23. Podłączam do przedłużacza wszystkie sprzęty wymagające ładowania (komórki, laptop, baterie do latarek), dzwoni telefon. Ojciec Krzysztof pyta, co u nas słychać i mówi, że przez najbliższe dni (tygodnie?) prąd będzie przez 12 godzin na dobę. Zaczyna się racjonalizacja. Na szczęście mamy wodę. Studnia głębinowa nie wyschnie.
Ale nie susza i brak prądu napawają nas największym niepokojem, tylko zapowiedzi mającego nadejść w przeciągu dwóch tygodni El Niño. Teoretycznie powieje, zaleje nas i… tyle! Ale czy nie pozrywa dachów i nie wyrządzi większych zniszczeń, nie wiadomo. Nie wiadomo czy w ogóle się pojawi, ale według prognoz, może. Na wszelki wypadek składam wszystkie ważne rzeczy do jednego plecaka, żeby szybko wiać jeśli będzie zbyt mocno wiać. Mówią, że gdy w nocy będzie tak gorąco, że nie będzie dało się spać, wtedy nadejdzie El Niño.
Ta kolacja jest niczym metafora naszego pobytu tutaj: w radosnej atmosferze egzotycznej sielanki czerpiemy z afrykańskiego rogu obfitości smaków, zapachów, kolorów, dźwięków, słońca, wrażeń. Zupełnie zapominamy, że jesteśmy w Trzecim Świecie. Ale gdzieś z tyłu głowy tli się pewien niepokój, który niczym komar malaryczny nad uchem brzęczy i nie daje spokojnie spać. Dzisiaj, po raz pierwszy od naszego przyjazdu do Dar, cały dzień nie było prądu. Dwugodzinne przerwy w dostawie energii to tutaj raczej norma i zdążyliśmy się do nich przyzwyczaić, ale w związku z panującą w Tanzanii suszą (większość energii pochodzi z elektrowni wodnych) ma być coraz gorzej, z klęską głodu włącznie, choć do tego jeszcze daleko. Posta, który właśnie czytasz, napisałem w zeszycie, przy świetle świec i czołowej latarki. Laptop siadł w ciągu dnia. Prądu nie ma od około 9-10 rano. Mają włączyć koło 23. Podłączam do przedłużacza wszystkie sprzęty wymagające ładowania (komórki, laptop, baterie do latarek), dzwoni telefon. Ojciec Krzysztof pyta, co u nas słychać i mówi, że przez najbliższe dni (tygodnie?) prąd będzie przez 12 godzin na dobę. Zaczyna się racjonalizacja. Na szczęście mamy wodę. Studnia głębinowa nie wyschnie.
Ale nie susza i brak prądu napawają nas największym niepokojem, tylko zapowiedzi mającego nadejść w przeciągu dwóch tygodni El Niño. Teoretycznie powieje, zaleje nas i… tyle! Ale czy nie pozrywa dachów i nie wyrządzi większych zniszczeń, nie wiadomo. Nie wiadomo czy w ogóle się pojawi, ale według prognoz, może. Na wszelki wypadek składam wszystkie ważne rzeczy do jednego plecaka, żeby szybko wiać jeśli będzie zbyt mocno wiać. Mówią, że gdy w nocy będzie tak gorąco, że nie będzie dało się spać, wtedy nadejdzie El Niño.
0 komentarze:
Prześlij komentarz