Gdy Tanzańczykowi zleci się wykonanie jakiejś pracy i usiłuje ustalić termin jej wykonania, to do każdej daty, dnia tygodnia lub godziny, wykonawca doda, jak 'amen' w pacierzu, 'Mungu akitaka'. W dosłownym tłumaczeniu oznacza to 'jak Bóg będzie chciał' a wydźwięk tego hasła jest taki, że jeżeli zleceniobiorcy nie uda się wykonać pracy na czas, to zleceniodawca nie może mieć do niego pretensji, ponieważ jeśli się nie uda, to znaczy, że Bóg tak chciał, a raczej nie chciał, aby praca została na czas wykonana. A do Stwórcy reklamacji zanosić nie wypada. Czyż nie?
Kierujący się podobnie pokrętną logiką Adam, co rusz zostaje oddelegowany do wykonania jakichś prac w naszym domku. Zlecenie wykonania czegokolwiek właśnie jemu oznacza wielotygodniowe oczekiwanie na ukończenie najprostszej pracy, a następnie na poprawienie jej w takim stopniu by jego dzieło nadawało się do użytku. zawsze uśmiechniętemu, muskularnemu, niskiemu cieśli o pięknym starotestamentowym imieniu, opatrzność sprzyja. Jeżeli w ogóle zawita w naszych progach (z dwugodzinnym opóźnieniem) to tuż po jego wejściu wysiada prąd. Udaje wtedy strasznie zmartwionego i wychodzi. Oczywiście do zjawienia się u nas jest w stanie zmusić go tylko jego szef, a właściwie bliska, fizyczna obecność szefa. Telefoniczne reprymendy nie robią na Adamie żadnego wrażenia. Samo zmaterializowanie się cieśli na naszym terenie nie oznacza wcale, że zabierze się za to, za co powinien, gdyż posiada wyjątkowy talent do znikania z miejsca pracy. Potrafi wykorzystać najkrótszą chwilę nieuwagi lub nasze wyjście z pokoju, w którym pracuje, by w mgnieniu oka, bezszelestnie zniknąć. Rozpływa się chyba w powietrzu, bo ani za szybą, ani kontem oka, nie widzimy jak się oddala. Co ciekawe, jeśli przyniesie ze sobą jakiś sprzęt, ostatnio wiertarkę, wychodząc zostawia go na wiele dni tak, jakby 'oznaczał teren' swojej pracy i w razie jakichkolwiek reklamacji mógł powiedzieć, że przecież jest w trakcie realizacji zlecenia, że przecież widać, że robi, że dziura w ścianie jest, wióry na podłodze, przecież wyszedł tylko na kilka dni poszukać kołków rozporowych, że właśnie szedł do nas , a to, że po drodze zatrzymały go jakiś niecierpiące zwłoki sprawy... W końcu zjawia się u nas znowu. Pakuje dwa nagie druty wystające z rączki wielkiej wiertary w jedno z gniazdek. Włącza. Znów siada prąd. Adam spowodował zwarcie wymagające kilkugodzinnej naprawy i wymiany elementów tablicy rozdzielczej. Ja już się nawet nie wkurzam. Cóż innego mi pozostało, jak przyzwyczaić się do Afryki.
0 komentarze:
Prześlij komentarz