Incydent na boisku (29 wrzesień)
Jest 13.10. Słońce pali niemiłosiernie, przysiadam na murku ‘stróżówki’ naszego Masaja. Po chwili przyjeżdża Vincent – kierowca szkolnego autobusu. Biały van Toyoty na piaszczystych wertepach kołysze się jak pojazd księżycowy. Strasznie dziś gorąco, na szczęście mam tylko dwie lekcje, ale obydwie na boisku.
Pod koniec drugiej godziny pojawia się dwoje nastoletnich chłopców. Wokół nich kręci się sfora półdzikich kundli. Nie dziwię się temu jakoś wielce, w końcu na boisku często siedzą jacyś ludzie, pasą się zwierzęta, mimo, że to teren szkoły. Ale w pewnym momencie obydwoje chłopcy wyciągają proce i zaczynają strzelać w powietrze i w stronę drzew. Dookoła dzieciaki grają w piłkę. Gdy ruszam w stronę nastolatków, chowają swoją ‘broń’, ale cały czas będą bacznie wypatrywać momentu, gdy się odwrócę i przestanę na nich zwracać uwagę.
Lekcja wkrótce się kończy, chłopcy znów wyciągają swoje proce. Podchodzę do nich i tłumaczę, że to teren szkoły, że to, co robią jest groźne dla dzieci… rezygnuję, bo naiwnością jest wierzyć, że znają angielski. Z nadzieją, że zrozumieją choć słowo ‘SECURITY’, mówię, że idę wezwać ochronę. Na swoje nieszczęście, jest to jedno z wielu słów, którego nie znają. Na pożegnanie jeden z nich pomachał mi tyłkiem (odpowiednik europejskiego środkowego palca).
Poczciwy ochroniarz John, specjalista od zdejmowania piłek z drzew i pocieszania płaczących maluchów, nie ruszył się zbyt daleko ze swego posterunku. Jednakże, jako jeden z dwóch w miarę dobrze władających językiem angielskim mężczyzn pracujących dla szkoły, wyjaśnił kierowcom autobusów i ich pomocnikom, co się dzieje. Już po chwili ze wzgórza, na którym znajduje się budynek szkoły, obserwowałem siedmiu mężczyzn szybko wbiegających na boisko.
Przez poprzedni rok pracowałem z młodzieżą, której zacni przedstawiciele nie mieli oporów by w obecności nauczyciela podejść do tablicy i napisać „… [w miejscu kropek nazwisko nauczycielki] to ch**" lub podejść podczas przerwy do nauczyciela i odezwać się do niego przy pomocy następującej, grzecznościowej formuły: „A jak pan ma na imię? Bo słyszałem, że jakoś głupio.” (Dodam, iż nie byli to wychowankowie zakładu poprawczego). Nie ponosili za to żadnych konsekwencji. W Afryce coś takiego nie przyszłoby nikomu do głowy, a jeśli już to skończyłoby się chłostą do krwi poprawioną w domu. W związku z tym z lekką trwogą acz pewnością, że problem zostanie szybko i trwale rozwiązany, oczekiwałem na dalszy rozwój wydarzeń.
Nie wracali dość długo, wolę nie myśleć, co działo się przez te dziesięć minut, ale w końcu przyprowadzili jednego płaczącego chłystka. Drugi dostał w krzakach. Doprowadzony miał prawdopodobnie więcej szczęścia, bo świadków było więcej. Ponadto do wymierzania sprawiedliwości zabrał się Vincent, raczej potulny, spokojny i rozważny człowiek. Kazał winowajcy wypiąć się opierając ręce o pieniek. Ten dyskutował, więc dostał kilka razy w twarz z otwartej dłoni, po czym inny kierowca chwycił go, a Vincent wymierzył mu trzy, niezbyt mocne, razy witką.
Młodego chuligana przyprowadzono razem z dowodem rzeczowym jego winy. Proca była wykonana solidnie i profesjonalnie. Spokojnie można by nią zabić.
EDIT: Ten przykład tanzańskiej sprawiedliwości to przypadek, który skończył się bardzo humanitarnie. Być może spoliczkowanie dzieciaka, przez obcego mu mężczyznę w obecności kilkunastu światków wydaje się nieludzkie, ale Tanzania nie ma problemu gówniarzy zakładających nauczycielom na głowy kosze na śmieci, ani nastoletnich recydywistów, których prawo chroni bardziej niż ich ofiary. Jednak samosądni Tanzańczycy bywają okrutni i zjawisko takie, jak opisywane w którymś z wcześniejszych postów, wcale nie jest rzadkością. W dzień incydentu na boisku, jedna z sióstr misjonarek, naszych sąsiadek, opowiedziała o zdarzeniu, którego była świadkiem tego samego dnia. Otóż w jednym ze sklepów z ubraniami złapano złodzieja. Ludzie, będący świadkami kradzieży, chcieli złodzieja od razu zabić. Na jego szczęście przyjechała policja i został aresztowany, choć biorąc pod uwagę realia tanzańskich więzień, nie wiadomo jak dalej potoczą się jego losy.







