Eliasowe love story, by przydać romantyzmu postaci głównego bohatera, należałoby rozpocząć od krótkiej charakterystki życia małżeńskiego, rodzinnego i seksualnego Masajów. A jest to chyba najbardziej rozpustne plemię w tej części Afryki. Otóż masturbacja jako taka jest (podobno) nieprzekraczalnym tabu i nikt się na takie 'świństwo' by nie zdobył. W związku z tym, w celu zaspokojenia, młodzi chłopcy korzystają z "usług" pomniejszych zwierząt gospodarskich. Gdy te im się znudzą, otrzymują dostęp do wszystkich kobiet i dziewczyn we wsi i jakiekolwiek ograniczenia obejmują chyba tylko ich matki i siostry. Oczywiście pożycie odbywa się za obopólną zgodą (lub zgodą matki dziewczyny - te sprawy regulują zawiłe tradycje, rozpustność Masajów nie jest związana z zepsuciem, jakie mogłaby zasiać w nich współczesność, tylko z odwieczną tradycją plemienną), dziewictwo nie jest w żaden sposób cenione, a masajskie żony nie są zobowiązane do jakiejś nadmiernej wierności, podobnie jak ich mężowie. Mężczyźni, pozostający w związkach małżeńskich z wieloma kobietami (ojciec Eliasa - z dziesięcioma) są natomiast zobowiązani do zaspokajania potrzeb materialnych i seksualnych każdej w takim samym stopniu. Czyli w skrócie całą sprawę ujmując - w obrębie wioski: każdy z każdym, poza ekscesami homoseksualnymi. Afrykańskie (nie tylko masajskie) 'Brokeback Mountain' skończyłoby się banicją lub morderstwem już przed pierwszą sceną. (tak, tak, w Tanzanii nie ma czegoś takiego jak homoseksualizm i pojęcie to raczej nie mieści się nikomu w głowie). W społeczeństwie masajskim odsetek ludzi z HIV/AIDS musi wynosić kilkakrotnie więcej niż statystyczne tanzańskie 10% (a w sumie w ciemno można obstawiać, że będzie to grubo ponad 90%), jednak nie przeszkadza to opasłym seks turystkom z USA i Niemiec przyjeżdżać na seks safari, na którym 'polują' na Masajów (sic!).
Na takim tle postać Eliasa idealisty, Chrześcijanina (tak deklaruje nasz bohater), który ma zamiar związać się tylko z jedną kobietą i to nie tylko ze względów ekonomicznych, jaśnieje niczym słońce na afrykańskim niebie. Piękna to historia, myśleliśmy sobie, w tradycyjnie rozpustnym plemieniu tych dwoje poznało się, zakochało w sobie i postanowiło żyć w monogamicznym związku.
Choć imienia narzeczonej nie znaliśmy, to wydawało się nam, że skoro ślub ma się odbyć w styczniu, skoro data już znana, to wszystko od dawna wiadomo. Nic podobnego! Elias swej narzeczonej dopiero pojedzie szukać, a raczej rodzina mu ją wybierze. Opowiada stojąc pod drzewem w naszym ogrodzie i trzymając rękę pod swoim masajskim kocykiem, strzela cały czas gumą od majtek. Mówi, że jego mama dzwoniła do niego wczoraj i że ponoć znalazła doskonałą kandydatkę. A to dobry znak. Jednym z podstawowych warunków by ślub doszedł do skutku jest to, by rodzice się poznali jeszcze przed ceremonią. Potem wystarczy pojechać i się zakochać, bo miłość to oczywiście podstawa. Elias bardzo romantycznie opowiada i pokazuje jak będzie bardzo miłował swoją, jeszcze nie poznaną, żonę. Chciałoby się rzec, że plan dość karkołomny i naiwny, ale Elias mówi o nim z wielkim przekonaniem i ma chyba rację. W końcu tak Masajowie żenią się od wieków.
Eliasowe love story… to be continued!
Elias: lat 26. Przystojny, przyzwoity, miły, sympatyczny, pracowity, (w miarę) punktualny, znawca masajskiej medycyny ludowej, poszukuje narzeczonej.

0 komentarze:
Prześlij komentarz