środa, 9 września 2009

Ostatnie myśli z Europy

(Frankfurt, Pension Alpha, pokój 103, Kuba)

Pierwsze manifestacje okrucieństwa polskiej jesieni i dzień walki z systemem ubezpieczeń społecznych rozwiały ostatnie wątpliwości. Ten wyjazd to dobry pomysł. Najwyższy czas uciec od tego wszystkiego: pogody wpędzającej w depresję, biurokratycznych absurdów, smutnych mord ludzi na ulicach… cieszę się, że wyjeżdżamy, choć doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że, za rok (a dokładnie 10-11 miesięcy, planujemy powrót w lipcu) mogę wrócić tutaj z powrotem i z radością ucałuję pracownice ZUSu, skarbówki, panie na poczcie i choć takie powitanie urzędniczek państwowych z pewnością sprowadzi na mnie proces o ich molestowanie, to i tak ucieszę się widząc je i panią sędzinę, smutne gęby na ulicach, ślimaczące się na swych stanowiskach pracy panie na poczcie, z przyjemnością schłodzę się kroplami lodowatej, jesiennej mżawki… bo tam gdzie jedziemy jest… właściwie sam nie wiem co jest. Nie wiem co jest, nie wiem co będzie, nie wiem czy wrócimy, jak wrócimy, kiedy wrócimy, może za miesiąc uciekniemy w popłochu a może wciągnie nas na dwadzieścia lat jak wielu białasów, których Afryka rozkochała w sobie… a może...

„Nie boicie się?” to pytanie zadane na kilkadziesiąt różnych sposobów podczas ostatnich kilku miesięcy usłyszałem kilkaset razy. A jedyne czego się wtedy bałem to groźba tego, że moje życie będzie wyglądać już zawsze tak, jak wyglądało wtedy. Praca, praca i jeszcze raz praca. Dlatego mam nadzieję, że ten wyjazd będzie jak sanatorium, które pozwoli mi odpocząć od wszystkich napięć związanych z tym, co działo się przez ostanie dwanaście miesięcy, albo jak szpital psychiatryczny, który uleczy mój spaczony światopogląd i przekona, że reguły funkcjonowania we współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym to jedyny rozsądny sposób na życie.

Ale jakim człowiekiem będę wychodząc z Domostwa Pokoju za rok? Nie wiem.

0 komentarze: