Nasz przepiękny, malutki, biały domek został ukończony i wykończony z mikroskopijnym (jak na afrykańskie warunki) dwutygodniowym opóźnieniem. Prezentuje się ładnie i jego przepych (dwa małe pokoiki, trochę większy przedpokój, dwie malutkie łazieneczki i kuchnia) przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania. Jesteśmy wdzięczni i szczęśliwi. Szczęście owo pozostałoby niezmącone i przerodziłoby się w euforię, gdyby nie… afrykańska myśl budowlana.
Zjawisko to wprawiło nas w zdumienie gdy tylko przekroczyliśmy próg pokoju domu kustodialnego, w którym nadal, tymczasowo, mieszkamy. Zadziwiającym przejawem okołorównikowej inwencji architektonicznej są… kraty wewnętrzne. Tak, dokładnie tak. W tutejszych budynkach kraty montuje się od strony pomieszczeń mieszkalnych. A może kraty te mają chronić okno, przed mieszkańcami, którzy… co mogą zrobić? Nie rozumiem, nie mieści nam się w naszych europejskich łbach, dlaczego otwierając okno, musimy ładować ręce między żelazne szczeble, może mają one chronic okno przed otwarciem? To miałoby sens. Przez okno wlatuje robactwo, lepiej go nie otwierać, lepiej zakratować, żeby nikomu nie chciało się otwierać… tak, to jest doskonały przykład afrykańskiej myśli budowlanej. Prawdopodobnie światły architekt, który wpadł na ten genialny pomysł, kierował się taką logiką.
A może ta krata w oknie pełni li tylko funkcję estetyczną? Wszak wiele napotykamy tu obiektów, które w oczach tubylców są ładne, piękne, użyteczne, a w oczach Europejczyków – kuriozalne. Dobrym tego przykładem jest estetyka cmentarna. Zdaje się, że nie można już wymyślić nic bardziej egzotycznego niż wieńce z plastikowych kwiatów, znicze w kształcie mikołaja wygrywające „Jingle Bells”, czy też zwyczajne znicze wygrywające melodyjkę zespołu Ich Troje („Wstań, powiedz nie jestem sam…” (sic!)) Okazuje się jednak, że można. W jaki sposób? Ano zamiast płyt granitowych, kamiennych, czy marmurowych zastosować płyty, przepraszamy, płytki łazienkowe. Dokładnie tak! Groby odlane z betonu, a na nich równiutko ułożone płytki ceramiczne, zwykle w kolorze białym lub niebieskim, takie, jakie można znaleźć w wielu polskich łazienkach i basenach. W dniu dzisiejszym tylko chrześcijański szacunek dla zmarłych powstrzymał nas przed urządzeniem sesji fotograficznej dwóm kozom pożywiającym się cmentarnymi wieńcami, zajadanymi wprost z takich właśnie kafelków.
Wracając jednak do tematu domku: w nim, tak jak w wielu innych afrykańskich domostwach, kraty zamontowano od strony wewnętrznej. I możnaby się z tym było pogodzić, gdyby nie fakt, że malowano je po założeniu nie otwierając przy tym okien, nie mówiąc już o zabezpieczeniu czymkolwiek szyby i powierzchni znajdujących się w pobliżu. Dzięki takiemu podejściu do sprawy nieustraszonych afrykańskich budowlańców, spędzilismy niedzielę z butelką rozpuszczalnika i owiniętymi szmatką patyczkami, za pomocą których ścieraliśmy setki czarnych kropek z nowiutkich, bielutkich sanitariatów. Podobnie było z szybami. W ciagu jednego dnia udało nam się umyć zaledwie dwa okna. Na długie afrykańskie „zimowe wieczory” pozostało jeszcze osiem.
Jednak farba to nie jedyne nasze zmartwienie. Podobny, acz bardziej tragiczny, los spotkał nowy, chromowany zlewozmywak w kuchni i brodziki w łazienkach. Plamy z cementu i bardzo mocnego kleju są praktycznie niemożliwe do usunięcia. A podłożenie tekturki, gazetki, szmatki, owinięcie folią, papierem toaletowym, liściem palmowym, otworzenie okna podczas malowania krat… te tak cudownie proste czynności mogłyby tak diametralnie odmienić końcowy efekt wysiłku afrykańskich budowlańców. Mogłyby, ale nikt na to nie wpadł. Standardy pracy tutaj są bardzo odmienne od europejskich i nie pozostaje nam nic innego jak tylko przyzwyczaić się do nich.
niedziela, 27 września 2009
afrykańska myśl budowlana (Aga i Kuba)
Autor: fntx o 21:34
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz