W piątek 11 września, kilkanaście minut po piątej rano, szczęśliwie wylądowaliśmy w Dar es Salaam. Po dwóch dniach i trzech nocach podróży przez pół świata, w końcu dotarliśmy na miejsce. Senni celnicy kazali nam wypełnić deklaracje wjazdowe i wykupić wizy. Bez szczegółowych kontroli puścili wszystkich dalej. Gdy wychodziliśmy z budynku portu lotniczego było jeszcze ciemno. Po kilkunastu minutach nagle zrobiło się jasno, przyjechał po nas ojciec Krzysztof i pojechaliśmy do domu misji. Tam, wykończeni, zapadliśmy w kilkugodzinną drzemkę.
Nie wiem jak pisać o Afryce. Tu wszystko jest inne. Nie wiem od czego zacząć, jak zacząć, by słowa miały sens i choć w najbardziej znikomym stopniu oddawały rzeczywistość. Rzeczywistość uporządkowaną w sposób totalnie odmianny niż w Europie, rzeczywistość, w której każda najdrobniejsza sprawa wygląda zpełnie inaczej i w inny sposób powiązana jest z pozostałymi, które też nie mają nic wspólnego ze sposobem porządkowania rzeczywistości, który dobrze znam z ‘domu’. Afryka nie mieści mi się w głowie! Dziwi i oszałamia. Przeraża i zachwyca. Jest piękna i brzydka, niezwykle przyjazna i wroga… Piszę ‘Afryka’, choć to takie uogólnienie, jak bym mieszkając w Polsce stwierdzał, że w Europie wciąż pada lub po dowiedzeniu Tokio uznał, że cała Azja jest tak samo bogata i wysoko rozwinięta jak Japonia. Jestem ‘tu i teraz’ i z tej perspektywy nie jestem w stanie opisac całego kontynentu, nie będę nawet próbować. Spróbowac mogę tylko opisać to, co dzieje się ‘tu i teraz’ w Tanzani, w Dar es Salaam, w Segerea, lub wszędzie tam, gdzie uda nam się dotrzeć.


0 komentarze:
Prześlij komentarz