poniedziałek, 30 listopada 2009

Uff, jak gorąco! (Aga)

36,6 stopni w moim ciele, tyle samo lub więcej poza nim na dworze , jedynie w domu ciut chłodniej – 32,7. W takich warunkach przyszlo nam zacząć wakacje. Właściwie to ja jeszcze ich nie mam, bo muszę odbyć tydzien dyżuru w szkole – pisanie planów pracy, konspektów lekcji, przygotowywanie pomocy naukowych, przyjmowanie potencjalnych gości, i tak dalej.

Już o ósmej, gdy wychodziłam z domu, zrobiło się gorąco. Niestety, musiałam iść pieszo. A spacer w takim upale nie należy do łatwych, lekkich i przyjemnych. Mijałam budynki i budyneczki, stragany, szkołę, domy, uliczne jadłodajnie, w których kobiety smażyły mandazi (miejscowe racuchy) na śniadanie… Ludzie, których spotykałam po drodze swoim zwyczajem pozdrawiali mnie: Habari za asubuhi? (Jak mija poranek?), odpowiadałam: Salama (Spokojnie), inni mówili Tumsifu Jesu Kristo! (Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus), odpowiadałam: Milele amina (Na wieki wieków…), mniejsze dzieci swoimi nieco wystraszonymi buźkami mówiły arabskim zwyczajem: Shikamoo (dosł. padam do twoich stóp), odpowiadałam Marahaba (przyjmuję twoje uniżenie), większe dzieci krzyczały za mną: Mzungu! Mzungu! (Białaska! Białaska!), nie reagowałam, jeszcze większe i bardziej aroganckie dzieci krzyczały: Mzungu, give me money!, odpowiadałam Nenda kazi! (idź do pracy).

Nagle chmury przykryły słońce, co za ukojenie! Niestety, tylko na chwilę, zanim doszłam do szkoły już znów był upał. A w szkole pusto – nie ma krzycąych dzieci, są tylko robotnicy rozbudowujący szkołę. Jak zwykle, gdy weszłam, akurat ucinali sobie drzemkę pod drzewem. Dopiero po chwili, gdy uświadomili sobie, że ich przełożeni mogliby mnie zapytać jak postępuje budowa, nie spiesząc się, zaczeli zabierać się do pracy, robiąc przy tym strasznie dużo hałasu metalowymi narzędziami, by tym dobitniej dać mi do zrozumienia, że naprawdę pracują.

Weszłam do pokoju nauczycielskiego, zrobiłam co miałam do zrobienia i około 12:00 wyszłam. Żar lał się z nieba, paraliżował wszystko. Ludzie, jeżeli szli, to szli bardzo powoli, inni spali pod mangowcami (największe w okolicy zielone drzewa dające upragniony cień, i nie mniej upragnione owoce mango), jeszcze inni schowali się w swoich domach. Ruch się zatrzymał. Stolarze ze zdjętymi koszulkami wyłożyli się pod wiatą stanowiącą warsztat ich pracy na niedokończonych jeszcze meblach i drzwiach. Nie byli w stanie się podnieść, jedynie uśmiechnęli się na mój widok i jeden z nich krzyknął cichutko: Mambo? (jak leci?), odpowiedziałam: Poa! (spoko).

Szłam dalej. Czułam strugi potu spływające po moich plecach. Mój cien robił się coraz krótszy, prawie już znikał. Nie moglam doczekać chwili, gdy dojdę w końcu pod prysznic, odkrecę kurek z zimną wodą, która tutaj nigdy nie jest wystarczająco zimna. To dziwne, w Poznaniu kąpałam się tylko w gorącej wodzie, gorącej. Tak niezdrowo gorącej na naczynka krwionośne. I zawsze, gdy dolewałam sobie zimnej wody do wanny, by aż tak bardzo nie niszczyć sobie tych naczynek, rezygnowałam na rzecz urody z przyjemności kąpieli. Napomknę, że rzadko rezygnuję z przyjemności na rzecz urody. A tutaj chętnie wyłożyłabym się w wannie pelnej lodu. I byłoby to nie tylko przyjemne, ale i zdrowe dla moich biednych naczynek. Ale nie jest to możliwe, bo ani nie mam wanny, ani zamrażarki zdolnej wyprodukować tyle kostek lodu.

Rzekomo zimny prysznic nie dał mi wystarczającego wytchnienia, zapadłam w lekki sen. Położylam się plackiem na kanapie, przykryta jedynie ceiniutką kangą i śniłam na jawie o przeróżnych rzeczach. Śniłam o możliwości teleportacji w jakiekolwiek miejsce na świecie na chociaż dwie sekundy. Wybrałabym Biegun Północny albo Suwałki. Przypominam sobie, że zawsze gdy byłam dzieckiem to latem chciałam dotknąć śniegu, a zimą, gdy marzlam w tych swoich polarnych Suwałkach, chciałam, by znów było lato, albo bym chociaż na dwie sekundy mogła przenieść się w takie miejsce, gdzie jest lato, albo do CIEPŁYCH KRAJÓW.

Hasło CIEPŁE KRAJE pojawiało się często w moim dzieciństwie. Wiedziałam, że ptaki na zimę odlatują do CIEPLYCH KRAJÓW, wiedziałam, że bogaci ludzie mogą sobie pozwolić na wakacje w CIEPŁYCH KRAJACH, ale nigdy nie wiedziałam co dokładnie kryje się pod pojęciem CIEPŁE KRAJE. I czemu zawsze CIEPŁE KRAJE występowały w liczbie mnogiej. Nie wpadłam na to, że CIEPŁE KRAJE moglyby stanowić zbiór kilkudziesięciu krajów, w których zawsze jest ciepło, które to kraje można wymienić z nazwy i wskazać je na mapach w atlasie geograficznym. Nigdy na to nie wpadłam jako dziecko. CIEPŁE KRAJE były zawsze czymś bajkowym, mitycznym, nieosiągalnym, niedookreślonym, czymś, o czym wszyscy ludzie marznący w Suwałkach marzą. Marzyłam więc i ja.

Teraz marzenie się spełniło. Jestem w CIEPŁYCH, a nawet GORĄCYCH KRAJACH. Wobec tego pozdrawiam wszystkich z GORĄCEGO KRAJU, a zwłaszcza tych, którzy marzną w naszym ZIMNYM KRAJU, marzną i marzą o CIEPŁYCH KRAJACH.

Musicie marzyć dalej, marzenia się spełniają!


0 komentarze: